NOVA CUP NOVA CUP – Harrachov

128km, 4050m przewyższeń i trasa naszpikowana trudnościami technicznymi. Dla naszych chłopaków grubo ponad 6,5 godz. cierpienia. Czyż nie to kochamy w maratonach mtb?

NOVA CUP NOVA CUP – Harrachov (Finále ČP v XCM) to finałowy epicki nieco maraton MTB z serii Pucharu Czech. Mój tam występ chciałbym podsumować kilkoma słowami, by być może zachęcić kogoś do startu w tej niezwykłej imprezie.

Decyzja o starcie zapadła w sierpniu ;). Zawsze to kilka tygodni na przygotowanie do około 7h wysiłku. W uznaniu mojego poprzedniego występu, w tej imprezie(2017) zostałem zaproszony do udziału także w roku 2019. Dystans 120km i 4050 m przewyższeń wydał mi się niezwykle imponujący.
Szybka analiza przebiegu trasy szybko uświadomiła mi, że będzie szansa na pokonanie szlaków nigdy nie eksplorowanych przez maratony w tej części Karkonoszy. Szczególnie ścieżki w okolicy Przełęczy Karkonoskiej, po stronie czeskiej wyglądały bardzo dziewiczo.

Odnośnie tegorocznych zmagań muszę podkreślić, że duży wpływ na zmotywowanie się do tego wyzwania miał mój drużynowy kolega Łukasz Klimaszewski. Łukasz w tym roku podejmuje każde wyzwanie! Sudety challenge no problem; Ochotnica ok jedziemy; Wyniszczanko w Harrachovie wspaniale ;). Tak więc spakowaliśmy się w piątek po pracy i o 19.00 odebraliśmy numery startowe z biura zlokalizowanego na trasie biathlonowej w Harrachovie. Zaraz potem rozpoczęło się węglowodanowe ładowanie do późnych godzin wieczornych 😉 Dzień startu to pobudka około godz. 5.00, a już o 7.00 staliśmy na linii startu. Osiem stopni to nie jest moja ulubiona temperatura na wycieczki rowerem. Założyłem więc dodatkowo kamizelkę na strój startowy. Wybrałem najbardziej zużytą by sprytnie pozbyć się jej na trasie. Spodziewałem się, że gdy oprócz grupki szaleńców wstanie także słońce i zdąży nieco podgrzać góry, zrobi się znacznie cieplej. Jednak moje obawy o chłód okazały się daremne, gdyż ceniony w świecie kolarstwa MTB budowniczy i twórca tras Vena Hornych zadbał o odpowiednią rozgrzewkę. Na pierwszych 10km blisko 8km było pod górę z czego większość to przedział 20-30% nachylenia. Po prostu zwiedziliśmy z bardzo bliska słynne skocznie narciarskie w Harrachovie. Byliśmy tak blisko, że zjeżdżaliśmy po schodach, którymi skoczkowie wchodzą na skocznie 😉 Video w linku

http:// https://www.facebook.com/NovaCup.cz/videos/2404920452923798/?t=70

 
Od tej ciut zbyt intensywnej dla mnie rozgrzewki, spadła mi nieco motywacja, ponieważ w skutek zjazdu obok skoczni skutecznie pozbyłem się pełnego bidonu. Na 115km do mety nie wróżyło to najlepiej. Po tych początkowych około 500 metrach w pionie, które pokonaliśmy zanim minęła pierwsza godzina jazdy przyszedł czas na nagrodę w postaci zjazdów. Najpierw bike parki w Rokietnicach potem Spindlerovym Mlynie. Rokietnice łagodniej: dropy, stoliki, podwójne i masa band. Spindlerovy jest chyba jakiś DH. Wszystkie stoliki niedoleciane a ścianki były bardzo konkretne i wymagające . Budowle w bikeparku ciężko było przelecieć hardtailem ale zabawy było mnóstwo.

Na ukoronowanie kolarskiej uczty w Czechach przejechaliśmy do Polski przez Przełęcz Karkonoską z finiszem na ścieżkach enduro Enduro MTB Series . Dalej do singli Olbrzymy. Na początek „Poświst” i tak aż do Piechowic. Wracając do moich zmagań to większość przegrałem oszczędzając siły do pierwszego bufetu. Zatankowawszy do pełna redbulle i cole, przeciętnie około 1L, co bufet, na raz. Przełęcz zdobyłem około 15 OPEN a do Borowic zjechałem 12 open. Trasa z Borowic do Piechowic to „Olbrzymy”, na których starałem się nie tracić flow. Najciekawsze były moje kilometry pomiędzy 100 a 110. Wiem, że wybrałem się żółtym szlakiem z Piechowic na zakręt śmierci i tam osiągnąłem kulminacyjną bombę. Choć cofała mi się cola, to jednak chyba, czegoś oprócz cukru brakowało we krwi. Nogi nie chciały kręcić pod te bardzo konkretne procenty w terenie. Jedynie myśl o tym, że nie stać mnie na spacer w carbonowych butach zmuszała mnie do przepychania mojej 36 zębowej korby. Gdy już dotarłem do zakrętu śmierci pamiętam jedynie miłą myśl jaka mi przemknęła przez głowę. Wysoki Kamień to ostatni duży podjazd na trasie, a ja większość różnicy wysokości już pokonałem. Bardzo mi się ta myśl spodobała.

Pozostały odcinek od Zakrętu Śmierci jest nie mniej upstrzony korzeniami i skałami ale nieco mniej nachylony niż ten do zakrętu 😉 Niestety pomimo pozytywnych myśli osiągnąłem stan” nieco bardziej niż flow”. Pomimo braku świadomości czegokolwiek poza kilkoma metrami drogi przede mną gnałem co sił w nogach po skałach cały czas wybierając najlepszą ścieżkę. Skupiony byłem jedynie na tym by nie uślizgnąć koła i nie zderzyć się z pieszymi turystami. Resztkami sił rozrywałem skurcze w nogach. Co ciekawe były kurcze czwórek, dwugłowego, a potem nawet już stopy. Kiedy wdrapałem się na Wysoki Kamień cieszyłem się jak nigdy przedtem z tej wspinaczki. Tym razem to nie przez imponujący widok z tego wzniesienia. Moją nieskrępowaną niczym radość z wdrapania się na ostatni szczyt, zakłócił wychudzony, młody Czech. Napastnik ten musiał mnie obserwować od dłuższego czasu gdy wspinaliśmy się na wspomniany Kamień. Tym bardziej zdziwiłem się, że jego atak był taki spokojny;) Pewnie jak ja też miał już odrobinę dosyć. Na szczęście dogonił mnie dopiero na szczycie skąd jazda w dół premiuje już takich zawodników jak ja 😉 czyli tych „o grubej kości „;). Tak więc nieco powalczyliśmy na ostatnich kilometrach w formule downhill. Oczywiście tylko dzięki udziałowi w prestiżowych maratonach 11# Bike Maraton 2019 – Świeradów-Zdrój w latach poprzednich zdołałem z tej walki wyjść obronną ręką. Mianowicie dwa najtrudniejsze odcinki Bike maraton po śliskich korzeniach dziesiątkujące naszych bikemaratończyków w Świeradowie, tu były niespodzianką na 115km trasy. Pierwszy godnie wytrzepał mnie, ale zjechałem. Drugi szybszy pokonałem nie hamując ponieważ był mocno rozjeżdżony i rozmyty. Oczywiście na tę epicką wyrypę sezonu wybrałem prawie łyse opony, żeby było szybciej. Stąd hamować nie mogłem bo bym się pośliznął. Czech, jak widać rozsądniejszy, na tym odcinku już mi odpuścił. Właściwie dzięki atakowi kolegi poprawiłem tempo znacząco, bardzo żwawo i bez skupiania się na bólach i kurczach pognałem do mety. Jaki to wyścig? Pełnowartościowy. Jest wszystko: godny dystans, wyrypa po skałach na szczyty powyżej 1000 m.n.p.m., zjazdy z przeszkodami sztucznymi dla większego flow, zjazdy naturalne upstrzone skałami i korzeniami, ścianki dla technicznych freaków. Oczywiście stawka zawodników w tym roku to najlepsi maratończycy w klasyfikacji generalnej Pucharu Czech i to tez wzmogło ogólną epickość imprezy. Polecam wszystkim zaliczyć ten niezwykły maraton. Kto przejedzie ten wnet zrozumie co oznacza określenie „PURE MTB”

Sezon powili się kończy. Ciekawe wyzwania zostawiam jak zwykle zostawiam sobie na deser.


Dwa lata temu była etapówka w Rumunii, rok temu Rallye Sudety. W tym kolejny czeski klasyk – Nova Cup – Harrachov.  Maraton giga co się zowie – 128km i 4050 metrów w pionie. Na jednej pętli. Przy okazji finał Pucharu Czech XCM. O trudność trasy i poziom sportowy mogłem być spokojny.
Trasę poprowadzono na pograniczu polsko-czeskim. Harrachov – Rokytnice, Spindleruv Mlyn – single w okolicach Borowic – Wysoki Kamień – Schronisko Orle – Harrachov. Co tu dużo pisać: mają rozmach i fantazję! Na rozgrzewkę podjazd pod skocznię w Harrachovie. Zjazdy poprowadzono za to trasami dh w bikeparkach. Poza otaśmowanymi skoczniami, dla maratończyków nie było taryfy ulgowej. Następnie wjazd na Przełęcz Karkonoską i zjazd w terenie trasą enduro. Przejechana większość singli Rowerowe Olbrzymy. Na dobicie Zakręt Śmierci i żółty szlak na Wysoki Kamień. Odcinek dobrze znany z rodzimych startów. Chyba nikt nie wpadł jednak na pomysł, aby pokonywać go pod górę! Dodatkowo wiele kilometrów szlaków pieszych w wysokich partiach Karkonoszy. Swoją drogą, jaką siłę przebicia ma czeski organizator, że udaje mu się uzyskać zgody na takie poprowadzenie tras? Także po polskiej stronie w obrębie KPN? U nas jak zwykle stara śpiewka „nie dało się” – będą szutry na pięciu pętlach. Na bufetach pełna profeska. Dostaję bidon, a po przejechaniu kilkunastokilometrowej pętli i ponownym minięciu tego samego bufetu, mogę zabrać swój własny już czekający napełniony. W sumie cztery takie podwójne bufety. Po zawodach w biurze można odebrać własne wyrzucone bidony, kamizelkę itp. Śmieci na trasie nie uświadczysz. Da się?
Wyścig oznaczał dla mnie 6 godzin i 40 minut cierpienia na trasie. Poza dystansem właśnie nagromadzenie odcinków specjalnych stanowiły trudność. Czy  nie za to kochamy maratony:)Praca podczas parotygodniowych przygotowań, doświadczenie i dobre zarządzanie siłami pozwoliły mi uzyskać niezły rezultat. Linię mety przekroczyłem na zasłużonej bombie, jako ósmy zawodnik open. Przy okazji zgarnąłem jakąś kategorię wiekową, choć porównywać trzeba się zawsze z najlepszymi. Miejsce niezłe, strata czasowa do pierwszego motywuję do dalszej pracy. Wyścig naprawdę godny polecenia!

Brak komentarzy do "NOVA CUP NOVA CUP - Harrachov"