Hard as Hell – Ochotnica MTB 4 TOWERS 2019

Na etapowym wyścigu Ochotnica MTB 4 Towers nie ma dystansów mega i giga. Jest Hard i Hell, czyli trudny i piekielnie trudny. Podczas czterech dni pokonaliśmy niecałe 200 km i … aż 8500 metrów przewyższenia!

Gorczańskie trasy bezwzględnie weryfikowały przygotowanie kondycyjne i techniczne zawodników oraz wytrzymałość ich sprzętu. Łukasz nie miał wcześniej okazji ścigać się w tym rejonie, więc ich charakter był dla niego sporym zaskoczeniem.

Podjazdy to niemal pionowe ściany i niejednokrotnie samo utrzymanie się na rowerze i wyjechanie wymagało zagięcia na 100%. Zdarzały się także odcinki obiektywnie nieprzejezdne rowerem, choć nie było ich dużo. Gdyby nie gigantyczna ulewa drugiego dnia, pewnie byłoby ich jeszcze mniej. Niemniej kolarze nie lubią chodzić z buta i trasy powinny ewoluować raczej w stronę tej z ostatniego dnia. Była zdecydowanie najprzyjemniejsza i najpłynniejsza.


Wszystkie etapy ukończyłem na drugim miejscu, co dało taki sam wynik w końcowej klasyfikacji. Różnice czasowe były bardzo niewielkie i walka o kolejne miejsca na podium codziennie rozstrzygała się na ostatnich kilometrach. Zapewniliśmy niezłe emocje naszym kibicom, którzy mogli śledzić na żywo naszą jazdę dzięki nadajnikom gps.

Odnośnie popularyzacji kolarstwa, ilości kibiców itp. Moim zdaniem w przypadku maratonów właśnie to jest jeden ze sposobów na ich przyciągnięcie. Po każdym etapie słyszałem od rodziny i znajomych, że z zainteresowaniem śledzili nasze zmagania. Przy okazji dowiedzieli się o istnieniu wyścigu i miejscowości w górach, o której pewnie nigdy by nie usłyszeli.

Na uznanie zasługuje organizacja, atmosfera zawodów i zaangażowanie organizatorów. Po wielu latach startów od razu widzę, gdy ktoś potrafi spojrzeć „oczami zawodników” i zadbać o najważniejsze dla ścigania się aspekty.

Przy okazji ostatniej gorącej dyskusji o lepszych i gorszych wyścigach: Moja opinia zawsze była taka, że mamy wolny rynek i szeroką ofertę, z której trzeba wybierać wartościowe produkty. Jako zawodnicy powinniśmy też się szanować i startować na imprezach, gdzie jesteśmy szanowani, a olewać po prostu starty, na których organizatorzy traktują nas niepoważnie. Nawet jeśli dają tam większe pucharki. Konsekwentna postawa i „głosowanie nogami” wymusi trzymanie poziomu imprez.

Końcowy rezultat daje sporo satysfakcji. Wyścig pojechałem bez błędów i defektów, na 100% aktualnych możliwości. Wyciągając wnioski z tegorocznego startu i znając trasy, na pewno dam radę jeszcze poprawić swój wynik w kolejnym sezonie. W tym roku najlepsze zostawiłem sobie na koniec, czyli czeski maraton Harrachov-Nova Cup. 120km i 4500m w pionie. Już za dwa tygodnie będzie co jechać.

Organizator Ochotnica 4 Towers przygotował bardzo ciekawą imprezę w przepięknych Gorcach z cudownymi panoramami na Tatry, Beskid Sądecki, Pieniny, Gorce. Przez całe 4 dni widać było pełne zaangażowanie całej obsługi – począwszy od centrum zawodów, poprzez zabezpieczenie i oznakowanie trasy (ukłony dla Cezary Szafraniec), na obsłudze bufetów i fotograficznej kończąc. Bartosz dzień po dniu opisuje swoje zmagania.

Dzień 1 (8 Open i 7 w M3)- prolog, to indywidualna jazda na czas na pierwszą z tytułowych 4 wież – Magurki (1108m n.p.m.). Trasa krótka 6km i 550m w górę, ale miejscami dosyć stroma (20%), odcinkami wymagająca technicznie, prowadząca po kamienistych rumowiskach. Dzięki słonecznej pogodzie trasa była przejezdna w 99%, na wypłaszczeniu przed szczytem nie zabrakło kałuż z błotem po wcześniejszych opadach.

Dzień 2 (9 Open i 9 w M3) – start z Ochotnicy Dolnej, do pokonania 56km i 2400m w pionie, zdobywając po drodze Koziarz 943m n.p.m.). Idealna do ścigania temperatura poniżej 20 stopni i brak prognozowanych opadów napawały optymizmem pomimo przewidywanych wielu stromizn. Trasa ciężka fizycznie, ze względu na podjazdy o nachyleniu powyżej 20%, zjazdy raczej z tych łatwiejszych, poza pierwszym zjazdem strumieniem z uciekającymi mokrymi kamieniami. Przejezdność na poziomie 95% – bo nie wierzę, że ktoś podjeżdża ponad 30% po luźnych kamieniach w terenie pod koniec trasy.

 
 
Dzień 3 (8 Open i 7 w M3) – najdłuższy i najcięższy etap, 65km i ponad 3000m przewyższenia, dwukrotnie wjeżdżając na Gorc (1228m n.p.m.). Po wieczornej nawałnicy (burza z gradem),  podjęliśmy z Łukaszem decyzję o zmianie opon z przodu na Mitas Kratos Textra 2.25, które miały nam umożliwić przeżycie i dotarcie w jednym kawałku do mety. Organizator ostrzegł nas przed startem, żeby unikać kałuż (głębokość nawet do 0,5m). Po starcie wjazd asfaltem o nachyleniu ponad 25%, następnie błotno kamienisty podjazd. Po minięciu Gorca następuje jeden z najlepszych zjazdów – wymagający, stromy, po płynącym strumyku, rumowisku kamienistym przecinającym na sam koniec strumień górski w poprzek. Dla takich zjazdów warto ciągnąć pod górę rower z pełnym zawieszaniem. W połowie dystansu trafia się nawet kilkukilometrowy zalesiony odcinek a’la singlowy. Niestety ogromna ilość błota dała się we znaki zarówno ograniczając przejezdność, jak i zalepiając rower.
 

Dzień 4 (8 Open i 7 w M3) – „najlżejszy” z  etapów, 66km i 2700m – w paśmie Lubania (1211m n.p.m.). Po starcie od razu stromo pod górę, znowu 20% 🙂 i podjazd o długości 10km na Lubań. Ze szczytu najdłuższy blisko 10km zjazd z wymytymi rynnami i rumowiskami kamienistymi. Po drodze mijamy Krościenko, Kluszkowce, zjazd trasą zjazdową, kilka stromych ścianek do podjechania. Po rozjeździe podczas przedostatniego zjazdu zaliczam pierwszy i jedyny, a zarazem bardzo bolesny upadek podczas tej etapówki. Pozostaje jeszcze ostatnia ściana i jeden zjazd (org przed startem ostrzegał, że bardzo trudny) do mety. Okazało się, że ostatni zjazd to coś czego doświadczamy „na co dzień” w Sudetach – korzenie, uskok, duże kamienie, wąski singiel i trochę zakrętów.

Brak komentarzy do "Hard as Hell - Ochotnica MTB 4 TOWERS 2019"