Kobieta na MTB

Kobiecość kojarzona jest z powabnością, delikatnością oraz zmysłowością. Ta definicja nie ma odzwierciedlenia w kolarstwie górskim. Na pewno nie jest to sport dla „księżniczek”, ale jest dostępny dla wielu kobiet. Kilka słów z własnego doświadczenia przedstawia Karolina.

Od kiedy rozpoczęłam swoją przygodę z rowerem, kilka razy słyszałam, że kolarstwo górskie nie jest kobiecą dyscypliną sportu. Czy rzeczywiście tak jest?

Zazwyczaj odpowiadałam, że są dyscypliny, które moim zdaniem można uważać za mniej kobiece niż jazda na rowerze. Ostatnio jednak zastanawiałam się nad tym, dlaczego kolarstwo górskie jest tak postrzegane z perspektywy osób nie uprawiających tego sportu. Faktycznie, są sytuacje, które niekoniecznie „przystają” kobiecie.

Błotne SPA

Jazda w błocie, zwłaszcza na maratonach, może być mało przyjemna. Rozmoczona ziemia, która jest praktycznie wszędzie (w oczach, ustach, nosie, uszach) i która utrudnia jazdę rowerem, nie zachęca nowicjuszek do spróbowania kolarstwa górskiego.


Każdy, kto ma już jakieś doświadczenie w „rowerowaniu” kojarzy sytuacje, gdy na zewnątrz jest duża wilgotność powietrza i jest chłodno, a z nosa kapie „kipa” 😊 Uprzykrza to dość życie kolarza, więc trzeba sobie jakoś radzić. Zabieranie paczki chusteczek nie jest najlepszym rozwiązaniem – na wyścigu raczej nie ma czasu na takie rzeczy, a w czasie wolnej jazdy też rzadko się z tego korzysta. Rozwiązaniem na „kipę” jest smarkanie po góralsku. Dodatkowo mało subtelne mogą być sytuacje na wyścigach – po zjedzeniu słodkiego żelka czy batonika często zbiera się „klucha” w gardle, którą trzeba odcharknąć. No cóż, mało estetyczne i raczej odpychające dla dziewczyn o „słabych nerwach”.

Ubiór, czyli ten pierwszy raz

Kolejnym zaskoczeniem może być ubiór. Osoba, która pierwszy raz ma styczność z kolarskimi ciuchami szytymi z lycry może zdziwić się, że nie ubiera się bielizny pod spodenki z „pampersem”. Sytuacja mało komfortowa dla umysłu, gdy ma się świadomość – obcisły, cienki materiał z wszytą wkładką z gąbki między nogami, a my bez majtek. Aczkolwiek ten „pierwszy raz” jest chyba najgorszy i każdy przyzna, że jeździ się wygodniej na siodle bez dodatkowej warstwy materiału.

Jazda w terenie

Innym przykładem może być jazda w terenie. Nie wydaje się prosta – korzenie, kamienie, strome zajazdy, dropy – do takich rzeczy trzeba mieć pazur,  być zdeterminowanym i zdecydowanym oraz przełamywać swoje lęki. Kobiety kojarzą się z delikatnymi istotami, które są słabe i wiotkie. Jednak niektóre z nich lepiej radzą sobie na takich elementach niż nie jeden facet.

To wszystko może się wydawać okropne, odpychające, odrażające i jest pewnie więcej takich przykładów, które nie zachęciłyby do choćby dłuższej przejażdżki na rowerze. Mimo to, kobiety jeżdżą na rowerach górskich, część także trenuje tę dyscyplinę. Skąd w takim razie chęć uprawiania tego sportu przez żeńską część społeczeństwa skoro jest tyle negatywnych aspektów? Ciężko mi jest odpowiedzieć jednoznacznie i wyczerpująco na to pytanie. Każda z nas może mieć różne powody do tego, że akurat rower jest jej pasją.

Kolarstwo jest dla mnie…

Dla mnie jest forma odskoczni od bieżących spraw – jazda w terenie daje mi poczucie wolności, moja uwaga nie skupia się na codziennych problemach, liczy się szybka jazda i gładkie pokonywanie przeszkód, co wymaga 100% uwagi, aby nie popełnić błędu. Rower daje mi też możliwość przełożenia mojej złości na aktywność fizyczną, dzięki czemu w łatwy sposób mogę rozładować moje negatywne emocje bez przelewania ich na bliskie osoby. Jest to też dla mnie prosty sposób zachowania w miarę szczupłej sylwetki bez katowania się drastycznymi dietami. Dzięki kolarstwu mam okazję poznać wielu wspaniałych ludzi bez których nie wyobrażam sobie życia. Daje to też możliwość pozwiedzania pięknych miejsc w Polsce, jak i za granicą. Trenowanie i ściganie ma też bardzo duży wpływ na kreowanie mojego charakteru – raczej wnosząc pozytywne cechy.

Stereotypy są złe!

Jest wiele więcej aspektów, które zachęciłyby do jazdy na rowerze i są one specyficzne dla każdej z osób, które są lub nie są świadome jak duży wpływ może mieć rower. Nie warto też się trzymać utartych stereotypów, które często nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Osobiście zachęcam dziewczyny, kobietki i panie do wsiadania na rower – a nuż może się okazać, że to jest ta właśnie aktywność, która sprawi wiele przyjemności i zagości na stałe.

Autorka: Karolina Cierluk

Brak komentarzy do "Kobieta na MTB"